“Wygląda jak manekin”. To miał powiedzieć wujek Kamilka, gdy ujrzał zmaltretowanego chłopca

0
3

Proces w sprawie śmierci Kamilka toczył się od ub. r. za zamkniętymi drzwiami. Na ławie oskarżonych znalazła się Magdalena B. matka Kamilka, jej mąż Dawid B. i zarazem ojczym Kamilka oraz siostra Magdaleny B. i szwagier. Sąd skazał Dawida B. na 25 lat, jego matkę na 16 lat. Aneta J. siostra matki Kamilka za nieudzielenie pomocy siostrzeńcowi usłyszała wyrok 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Wojciech J., wujek i ojciec przyrodniego rodzeństwa Kamilka, został skazany na pół roku w zawieszeniu na trzy lata. Wyroki są nieprawomocne.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Wujostwo Kamilka przyszło do sądu w towarzystwie dwójki synów. Aneta (48 l.) i Wojciech (64 l.) J. na salę sądową weszli po cichu. Po ogłoszeniu wyroku chcieli w podobny sposób wymknąć się z sądu.

“Nic nie zrobiłam”. Tak tłumaczyła się ciotka Kamilka

— Nie czuję się winna — powiedziała “Faktowi” Aneta J. — Nic nie zrobiłam — wyrzuciła z siebie w nerwach. Obok małżonków byli ich synowie. 24-letni Artur oraz jego 17-letni brat. Starszy, 24-latek nie odpowiadał karnie, chociaż prokuratura przedstawiła mu zarzut nieudzielenia pomocy Kamilkowi. Ostatecznie wątek Artura J. w toku śledztwa wyłączono do odrębnego postępowania, które zostało umorzone ze względu na upośledzenie intelektualne Artura J.

Wyrok, który zapadł 6 maja przed Sądem Okręgowym w Częstochowie, chcą zaskarżyć przedstawiciele fundacji uczestniczący w procesie oraz oskarżyciel posiłkowy, prokuratura i Rzeczniczka Praw Dziecka. — Aż trudno w to uwierzyć, że małżonkowie J. mogli nie wiedzieć o tym, że Kamilek umierał w męczarniach. Przecież wszyscy żyli pod jednym dachem — komentowali oburzeni społecznicy po ogłoszeniu wyroku.

Przesłuchanie w prokuraturze. Siostra matki Kamilka mówiła, że “ktoś ją ubiegł”

Mieszkanie socjalne Wojciecha J. przy ul. Kosynierskiej w Częstochowie było miejscem kaźni Kamilka. Gdy Magdalena B. wprowadziła się tam ponownie, Wojciech J. nie był już jej partnerem, poślubił starszą siostrę Magdaleny. Magdalena B. zamieszkała razem z nowym mężem Arturem T., biologicznym ojcem Kamilka i Fabianka. Następnie po rozwodzie, mieszkała tam z kolejnym partnerem życiowym, Dawidem B.

Magdalena B. z mężem i szóstką dzieci zajmowała pokój. Za ścianą w drugim pokoju żyła jej siostra Aneta z mężem i dwójką dzieci. Łącznie mieszkało tam 12 osób. Jedyną osobą z dorosłych, która pracowała, był Wojciech J. Pracował w prywatnej kopalni w Czechowicach-Dziedzicach. Źródłem dochodów dla matki Kamilka i jej męża były świadczenia socjalne na dzieci.

Po zatrzymaniu głównych podejrzanych i oskarżonych śledczy przesłuchali również Anetę i Wojciecha J. — Wujek twierdził, że przebywa często poza domem i nie zauważył nic niepokojącego. Z kolei ciotka nie widziała, w jaki sposób Kamil został okaleczony. Zamierzała, jak twierdziła, wezwać pomoc, ale ktoś inny ją ubiegł — mówił “Faktowi” trzy lata temu prokurator Krzysztof Budzik z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Bronili się od początku tragedii

Tym “ktosiem” był Artur T. ojciec biologiczny Kamilka. Gdy 3 kwietnia 2023 r. wszedł do mieszkania, wujostwa nie było. Było to kilka dni po tym, gdy Kamilek został ciężko pobity, poparzony wodą z bojlera przez Dawida B. i rzucony na piec węglowy.

Artur T. zastał ciężko poparzonego syna leżącego w barłogu na podłodze. Aneta i Wojciech J. byli w tym czasie poza domem, mieli odbierać dzieci ze szkoły. — Po powrocie hardo stawiali się, że nic im nie zrobię, gdy pytałem o to, co stało się z Kamilkiem, co zrobili memu dziecku — opowiadał “Faktowi” pan Artur po dokonaniu makabrycznego odkrycia.

Wojciech J. miał obojętnie odpowiedzieć ojcu Kamilka, że nic nie widział i dopytywał, co pan Artur robi w jego domu. — To niemożliwe, by nic nie widział. Kamilek spał na podłodze w jego pokoju! — tłumaczy ojciec skatowanego Kamilka.

Ciotka i wujek Kamilka nie słyszeli płaczu maltretowanych dzieci

Z aktu oskarżenia wynika, że w domu przy Kosynierskiej przemoc była codziennością. Dawid B. stosował ją wobec wszystkich dzieci, jednak szczególną nienawiść kierował wobec Kamilka i Fabianka. Twierdził, że nie są to jego synowie. Chłopcy spali na podłodze, nie wychodzili z domu. Kamilek miał połamane ręce, ślady od bicia pasem były widoczne na ich ciałach. Przekleństwa, bicie, kopanie dzieci były powszechnie stosowane przez Dawida B. oraz jego małżonkę wobec wszystkich dzieci. Dlaczego Aneta i Wojciech J. nie reagowali? Czy nie słyszeli płaczu dzieci?

Kamilek wysmarowany białą maścią klęczał na podłodze

Proces opiekunów oraz wujostwa Kamilka był tajny. Jak ustalił “Fakt” przed sądem Aneta J. zastrzegła, że nie będzie odpowiadała na żadne pytania. Podczas przesłuchania w prokuraturze i na policji opowiadała, że Kamilek został poparzony przez młodszego brata podczas kąpieli. Innym razem mówiła, że młodszy brat poparzył go herbatą. Powtarzała wersję młodszej siostry.

Wojciech J. złożył wyjaśnienia przed sądem. 29 marca miał wrócić do domu o godz. 22. Zauważył siedzącego na tapczanie Kamilka z czerwoną twarzą. Magdalena miała mu odpowiedzieć, że Kamilek poparzył się herbatą. Wojciech J. powiedzieć miał jej, by poszła z chłopcem do lekarza. Następnego dnia w drodze do pracy Wojciech J. około godz. 10 zadzwonił do Magdaleny. Zapytał, czy poszła z Kamilkiem do lekarza. Magdalena B. wyjaśniła, że była u lekarza i przepisano mu maść. Okazało się, że okłamywała go. U lekarza wcale nie była. Wojciech J. po powrocie z pracy zastał Kamilka klęczącego na kolanach i wysmarowanego całego białą maścią.

“Wygląda jak manekin”

— Wygląda jak manekin — miał skomentować, gdy ujrzał Kamilka. Nie dowierzał, by Magdalena była z synem u lekarza. Jednak nie dociekał, dlaczego go nie posłuchała. Zarówno Aneta, jak i Wojciech mieli wspominać, że nie widzieli ran na ciele chłopca, bo przychodził do nich ubrany i w ubraniu miał spać.

Wojciech J. bronił się i mówił śledczym, że nie stosował przemocy wobec dzieci. Wszystkie dzieci traktował podobnie, zawsze pamiętał o wszystkich, gdy kupował im słodycze. Chciał zapewnić im ciepły i bezpieczny dom. Jednakże “obcy człowiek”, którym był Dawid B., pojawił się w ich domu i to on doprowadził do tragedii, niszcząc jego rodzinę.

Matka Kamilka razem z siostrą posłuszne jednej osobie

Nasi rozmówcy przyznają, że Wojciech J. ma duży wpływ na żonę. Ma mu być bezwzględnie posłuszna, o czym ma świadczyć fakt, że Aneta J. potrafiła nawet zaakceptować to, że jej mąż ma dwójkę dzieci z jej młodszą siostrą. Aneta, tak jak jej siostra Magdalena B., ma poważne problemy z wypowiadaniem się, orzeczoną niepełnosprawność intelektualną, co ma skutecznie wykorzystywać. — Gdy coś jest w jej interesie, potrafi wypowiadać płynnie zdania. Gdy widzi, że może być coś przeciwko niej, zaczyna wypowiadać się niezrozumiale — mówi informator “Faktu”.

Oskarżeni mają kontakt z pokrzywdzonymi dziećmi. Sąd mówi o braku zakazu

Po śmierci Kamilka w mieszkaniu przy Kosynierskiej wybite zostały szyby. Wujostwo zgłosiło sprawę na policję, domagało się ochrony. Państwo J. wyprowadzili się z ul. Kosynierskiej. Przez jakiś czas mieszkali w placówce opieki społecznej. Wojciech J. stracił pracę, bo pracodawca rozwiązał z nim umowę, gdy dowiedział się o śmierci Kamilka. Para dostała nowe mieszkanie od gminy. Pomagano też Wojciechowi J. znaleźć pracę.

Aneta i Wojciech mają nadal niemal nieograniczony kontakt z dziećmi Magdaleny B. Od kwietnia 2023 r. w placówce opiekuńczej przebywa trójka dzieci Magdaleny B., dwójka najmłodszych trafiła do rodziny zastępczej. Aneta i Wojciech J. są oskarżeni i skazani nieprawomocnym wyrokiem. Tymczasem dzieci Magdaleny B. są świadkami i pokrzywdzonymi w procesie.

Ciocia i wujek regularnie pojawiają się w placówce. Aneta J. przynosi im listy od matki i prezenty. — Sąd nie orzekł zakazu zbliżania się i kontaktu jako środka karnego — tłumaczy Dominik Bogacz, rzecznik Sądu Okręgowego w Częstochowie. Uzasadnienie jest niejawne. Sędzia Bogacz dodał, że strony, w tym przypadku prokuratura czy oskarżyciel posiłkowy, mogą zaskarżyć postanowienie, jednakże nikt do tej pory tego nie uczynił.

“Wstyd wyjść na ulicę. Ludzie mówią, że mamy krew na rękach”. Sąsiedzi zakatowanego Kamilka nie chcą tam mieszkać

Będzie “ustawa Kamilka z Częstochowy”. Co się w niej znajdzie? Trwa zbiórka podpisów

Gdy zmaltretowany Kamilek trafił do szpitala, w mieście wybuchł popłoch. Oto sądowy raport hańby. Tak odwracano głowy, by nie patrzeć na kaźń maluszka

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl