To miał być bardzo ważny proces dla rodziców tysięcy dzieci, które jeżdżą na obozy harcerskie. Chodzi o ustalenie, co nie zagrało podczas próby sprawnościowej i dlaczego skończyła się ona śmiercią nastolatka. Sąd za przyzwoleniem prokuratorki uznał jednak, że sprawa w całości będzie toczyła się za zamkniętymi drzwiami. — Nie było podstaw, by sprzeciwić się wnioskowi obrońcy i poszkodowanego (ojciec Dominika — przyp. red.) — oświadczyła dziennikarzom prok. Magdalena Kasprzak. Gdyby się sprzeciwiła, sędzia Łukasz Sozański musiałby pozwolić na jawny przebieg procesu. — Wobec braku sprzeciwu prokuratury zdecydowałem o utajnieniu — przekazał sędzia. Pod naciskiem dziennikarzy lawirował w kwestii uzasadnienia tej decyzji. Wskazał, że rodzicom Dominika nie podobała się część artykułów, które powstały po jego śmierci.
Czytaj też: 15-letni Dominik utonął na obozie. Ważna decyzja w sądzie
Śmierć harcerza na obozie. Ruszył proces drużynowego i ratownika
Pod naciskiem dziennikarzy, którzy chcieli wiedzieć, dlaczego mimo ważnego interesu społecznego nie będą mogli relacjonować rozprawy, sędzia przyznał, że nie wie, o jakie artykuły chodzi, kto je napisał i czy ci dziennikarze w ogóle są na sali. — Nie mam ich w aktach, nie widziałem ich — oświadczył. Pytany, jak mógł zdecydować o utajnieniu na podstawie artykułów, które w ogóle nie wiadomo, czy istnieją, zaczął się wycofywać.
Taką podjąłem decyzję. Proszę opuścić salę
— zarządził.
Po śmierci harcerza. Nie dowiemy się, co się stało na obozie?
Próbowaliśmy zrozumieć, co kierowało prokuratorką, która nie sprzeciwiła się utajnieniu procesu.
To nie była sytuacja, w której prywatne osoby spotkały się nad rzeką i doszło do dramatu. To był obóz harcerski. Przy całym szacunku dla rodziców zmarłego chłopca, to nie jest prywatna sprawa. Tysiące dzieci jeżdżą na takie obozy
— tłumaczyliśmy.
Prokuratorka z uporem twierdziła jednak, że nie było podstaw do sprzeciwu. Mówiła też o ryzyku wtórnej wiktymizacji. Termin ten oznacza ponowne stawanie się ofiarą i cierpienie. Tyle że Dominik nie żyje, a tysiące harcerzy jeżdżą na takie obozy jak ten feralny. Ich rodzice chcą, by byli oni tam bezpieczni. Na pytanie, na czym miałaby polegać wtórna wiktymizacja ojca, prokuratorka nie odpowiedziała.
Wiadomo, że rodzice Dominika pojednali się z oskarżonymi, a wręcz wybaczyli im. Informację taką przekazał prok. Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, gdy do sądu trafił akt oskarżenia. Zapytaliśmy prokuratorkę, czy to pojednanie może powodować, że bliscy harcerza nie chcą, by źle pisać o ratowniku i drużynowym? Wszak wiadomo, że harcerstwo to środowisko bardzo ze sobą związane. Także to pytanie pozostało jednak bez odpowiedzi.
Dominik zginął na obozie harcerskim. Utonął w jeziorze
Tragedia rozegrała się w lipcu 2025 r. nad jeziorem w miejscowości Wilcze. Harcerze z Dolnego Śląska spędzali tam obóz. 15-letni Dominik w środku nocy zdawał na wyższy stopień — ćwika. Próba sprawnościowa, którą kazano mu wykonać, obejmowała przepłynięcie jeziora w pełnym umundurowaniu i butach po ciemku, jedynie z czołówką. Chłopcu nie dano żadnej bojki ani liny asekuracyjnej. 21-letni drużynowy Marek G. oraz 19-letni ratownik Igor K. próbę obserwowali z pomostu. Na pomoc, łodzią bez wioseł, ruszyli dopiero gdy czołówka Dominika zgasła, a z wody zaczęły dochodzić niepokojące odgłosy. Ciało chłopca wydobyto nad ranem. W miejscu tragedii stoi tablica pamiątkowa i krzyż, harcerze zapalają znicze. Na tablicy Dominik nazywany jest “druhem ćwikiem”. Pośmiertnie nadano mu sprawność, na którą zdawał.
Dziennikarze na salę sądową zostaną wpuszczeni dopiero na ogłoszenie wyroku. Procesowi przygląda się wysłannik rzeczniczki praw dziecka.
/9
II LO w Świdnicy / Facebook, P.F.Matysiak / Newspix.pl
Sędzia Łukasz Sozański zdecydował, że proces odbywa się za zamkniętymi drzwiami.
/9
II LO w Świdnicy / Facebook
Dominik był doskonałym uczniem. Zmarł w wieku 15 lat.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







