Prokuratura właśnie zakończyła śledztwo. 30 kwietnia skierowała do sądu akt oskarżenia i przekazała najnowsze ustalenia. Wynika z nich, że mężczyzna już latem 2025 r. zwrócił uwagę na kosztowności wystawione w witrynie sklepu w największej w Galerii Rzeszów.
Z czasem wizyty w centrum handlowym przestały być przypadkowe. Jak mówią śledczy, decyzję o włamaniu podjął w związku z pogarszającą się sytuacją finansową: po wypowiedzeniu umowy kredytowej i uszkodzeniu samochodu.
Oskarżony opracował precyzyjny plan. Miał obserwować salon, nagrywać jego wnętrze telefonem, a nawet analizować układ budynku. — Ważny moment nastąpił, gdy znalazł się na dachu obiektu. To tam zauważył wejścia do szybów wentylacyjnych — relacjonuje Krzysztof Ciechanowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.
To właśnie szyby wentylacyjne stały się drogą do środka. Zanim przystąpił do skoku, rabuś gromadził narzędzia i testował trasę. Wśród potem zabezpieczonych przedmiotów były m.in. nożyce do metalu, wkrętarka, karabińczyki, rękawiczki, a nawet specjalnie przygotowana płyta na kółkach, która miała ułatwiać poruszanie się w ciasnych przestrzeniach. — Przez cztery noce schodził do instalacji, szukając miejsca bezpośrednio nad salonem jubilerskim — zaznacza prokurator.
Wejście jak z filmu
W nocy z 24 na 25 września 2025 r. plan został zrealizowany. Mężczyzna wślizgnął się do wnętrza sklepu. Następnie, używając szlifierki kątowej i łomu, sforsował zabezpieczenia gablot i zabrał biżuterię.
Działał w czarnej masce przypominającej tę znaną z filmów o Zorro, którą po wszystkim zostawił na miejscu. Trudno nie odnieść wrażenia, że miał to być swoisty “podpis” pod skokiem. Demonstracyjny gest, który wkrótce obrócił się przeciwko niemu.
W sumie wartość skradzionych przedmiotów wyniosła ponad 2,1 mln zł. Dodatkowo zniknęły setki wzorników obrączek.
Rabuś długo nie czekał. Nie próbował przeczekać aż sprawa się “wyciszy”. Już po kilku dniach ruszył w Polskę, próbując spieniężać łup po kawałku. Na początek brał mniejsze elementy, które łatwiej było sprzedać i które nie rzucały się w oczy.
Część biżuterii trafiła do lombardu w Kielcach, za co miał otrzymać niespełna 26 tys. zł. Potem szukał kolejnego kupca w stolicy.
Zatrzymanie i odzyskane mienie
40-latek został zatrzymany 2 października przez policjantów w Warszawie. Przy mężczyźnie znaleziono gotówkę, narkotyki oraz biżuterię pochodzącą z kradzieży.
Dalsze działania doprowadziły do odzyskania znacznej części skradzionych przedmiotów, o wartości blisko 1 mln 750 tys. zł. Część biżuterii była zakopana w ziemi. Policjanci musieli przekopać ogródek wokół domu, by ją wydobyć.
Przyznał się do wszystkiego
— Mateusz B. przyznał się do zarzucanego czynu i złożył szczegółowe wyjaśnienia zgodne z materiałem dowodowym. Zadeklarował także chęć dobrowolnego poddania się karze — stwierdza prokurator Ciechanowski.
Mężczyzna nie był wcześniej karany. Teraz grozi mu do 10 lat więzienia.
Pracownica banku w Rzeszowie zatrzymana. 127 przelewów i milion strat
Dwie kupki złota warte ponad 4tys. zł. “Ilustracja upadku pieniądza”
Zamaskowani napastnicy rozbili witrynę i uciekli z łupem. Wszystko nagrano
/11
KMP Rzeszów
Monitoring z salonu jubilerskiego. Sprawca podczas włamania.
/11
KMP Rzeszów
Nagranie z nocy skoku. Mężczyzna forsuje zabezpieczenia.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl






