Home International “Zapytał, czy go przytulę”. Tata 3-latka patrzył, jak umiera syn. Szpital wiedział...

“Zapytał, czy go przytulę”. Tata 3-latka patrzył, jak umiera syn. Szpital wiedział o brakach

0
1

Zamiast pilnego USG i operacji niedrożnego jelita, lekarze leczyli malucha na zupełnie inną chorobę. Szokuje jednak coś jeszcze. Władze placówki już rok temu oficjalnie przyznały, że nie mają warunków do ratowania najmłodszych. Dlaczego więc przyjęto tam walczącego o życie chłopca?
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Śmierć 3-letniego Kacpra na SOR. Prokuratura bada sprawę

Trzyletni Kacper trafił do Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim z bólem brzucha i wymiotami żółcią. Z uwagi na kolejki w Warszawie ratownicy wybrali najbliższą placówkę. Reportaż “Uwagi!” TVN ujawnił, że lekarze zdiagnozowali meningokoki, nie wykonując ani USG, ani RTG.

Chłopiec zmarł na oczach ojca po pięciu godzinach od przyjęcia. Pan Adam nie odstępował syna na krok, a ostatnie sekundy przed zatrzymaniem akcji serca rozrywają serce.

— Chwilkę przed tym, jak zaczęła się reanimacja, Kacper zapytał, czy go przytulę i dam buziaka. Wyprzytulałem go mocno. I to był ten ostatni buziak — relacjonuje ojciec w “Uwadze!” TVN.

Mężczyzna czuwał przy trzylatku w trakcie podłączania do aparatury, jednak jak sam gorzko przyznaje: “Tylko co to dało? Nic nie dało”. Sekcja zwłok dowiodła błędnej diagnozy – dziecko zabiło zadzierzgnięcie jelita z martwicą, co wymagało pilnej operacji. Teraz działają śledczy.

— Prokuratura Rejonowa w Grodzisku Mazowieckim prowadzi śledztwo w sprawie narażenia na bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia małoletniego pacjenta — mówi Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie dla TVP. Zabezpieczono dokumenty i ruszyły przesłuchania medyków zajmujących się małym pacjentem.

Brak chirurgii i ostrzeżenia dyrekcji. Kontrola NFZ w toku

Najnowsze ustalenia stacji TVP ujawniają szokujące kulisy funkcjonowania placówki. Okazuje się, że już rok wcześniej radny Marcin Markowski alarmował o nagminnym odmawianiu pomocy dzieciom na tamtejszym SOR-ze.

Ujawniono oficjalne pismo dyrekcji, w którym pada wprost:

W celu zapewnienia bezpieczeństwa i możliwości pilnego udzielania pomocy dzieciom […] konieczne jest zapewnienie stałej obsady lekarskiej, nie mniej niż sześciu lekarzy specjalistów oraz zaplecza Oddziału Chirurgii Dziecięcej.

Zarząd szpitala sam podkreślał, że “brak takich oddziałów naraża małych pacjentów na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia”.

Mimo świadomości tych braków, przepisy nakazały przyjęcie chłopca w stanie zagrożenia życia na lokalny oddział. Szpital i nadzorujące go starostwo milczą, zasłaniając się tajemnicą medyczną.

Jak informuje cytowany przez TVP Konrad Madejczyk, sprawą z urzędu zajął się Rzecznik Praw Pacjenta.

Równolegle ruszyła kontrola. — Mówimy tutaj o zabezpieczeniu, jeżeli chodzi o personel medyczny, sprzęt, o jego dyspozycyjność — wyjaśnia Łukasz Jarocki z NFZ. Śledczy sprawdzają teraz, jak prawny obowiązek ratowania pacjenta zderzył się z brakiem realnych możliwości pomocy małemu Kacprowi.

Źródła: TVN, TVP

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl