Uroczystość, która odbyła się 17 kwietnia, była czymś więcej niż pogrzebem. Była świadectwem — wdzięczności, bólu i ogromnego szacunku. Świadectwem tego, jak wiele może znaczyć jeden człowiek dla swojej rodziny, lokalnej społeczności i wszystkich tych, którzy kiedykolwiek potrzebowali pomocy.
Wyjeżdżał do akcji jak setki razy wcześniej. Tym razem już nie wrócił. Paradoks tej śmierci jest bolesny do granic: człowiek, który ratował życie i mienie innych, sam poniósł ofiarę w drodze na służbę. Odszedł, pozostawiając pogrążoną w żałobie żonę Wioletę oraz swoje ukochane córki.
Czytaj więcej: Tragedia podczas służby w Biskupicach. Druh śpieszył się do akcji
Łazany żegnają Bogdana Ulmana. Tłumy na pogrzebie naczelnika OSP
Podczas kazania padły słowa, które na długo zapadną w pamięć:
To nie on umiera – to my zbliżamy się do śmierci, a on przeszedł do życia wiecznego. W tych zdaniach była próba nadania sensu tragedii, która dla bliskich Bogdana wciąż jest niewyobrażalna. Kapłan przypominał, że Bóg był z nim do samego końca – także w ostatnich chwilach życia, gdy otrzymał rozgrzeszenie na godzinę śmierci. To wiara i nadzieja, których dziś tak bardzo potrzeba tym, którzy zostali.
Zgromadzony w kościele tłum i poza nim słuchał uważnie słów, które wypowiadał duchowny. — Wielu z nas zastanawia się, gdzie był wtedy Bóg? Dlaczego Bóg do takich rzeczy dopuścił? Dlaczego człowiek, który chciał jechać, pomagać innym, ginie w wypadku? Odpowiedź jest jedna: Bóg był z nim. A dowodem na to, że Bóg był z nim, jest obecność ojca Krzysztofa. W tych momentach, kiedy odchodził, dokonywało się przechodzenie Bogdana z tego świata do wieczności. To właśnie tam, na miejscu znalazł się ojciec Krzysztofa, który udzielił mu jeszcze rozgrzeszenia na godzinę śmierci. Bóg był z Bogdanem — mówił w przejmujących słowach ksiądz podczas nabożeństwa żałobnego w kościele w Łazanach. — Dokonało się wielkie zło, ale Bóg tego zła nie chciał. Był z Bogdanem w chwili, kiedy była godzina 18:48 we wtorkowy wieczór. Kochani! Wierzymy w to, że Bóg prowadzi go dzisiaj do swojego domu — dodał.
Wielka strata dla Łazan. Bogdan Ulman odszedł, niosąc pomoc innym
Bogdan Ulman był człowiekiem wielu pasji. Jednak najważniejszą była dla niego rodzina. Był kochającym ojcem, mężem i synem. Drugą jego pasją był człowiek. Pomoc niósł bez względu na porę dnia i nocy, nie oczekując wdzięczności. Straż była jego powołaniem od najmłodszych lat: od Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej, przez lata służby w OSP, aż po funkcję naczelnika. Trzecią pasją była społeczność – jako sołtys budował lokalną wspólnotę, łączył ludzi i brał odpowiedzialność za wspólne sprawy.
Wędrówką życie jest człowieka. W przypadku Bogdana ta wędrówka była krótka, ale bardzo intensywna. Choć żył niespełna 35 lat, pozostawił po sobie ogrom dobra i pamięć, która będzie trwać — mówił ksiądz podczas kazania.
Za swoją postawę został pośmiertnie uhonorowany najwyższymi odznaczeniami: Srebrnym Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju oraz Krzyżem Rycerskim za męstwo, ratowanie życia i ochronę mienia.
Po mszy żałobnicy odprowadzili naczelnika OSP i sołtysa, ale przede wszystkim swojego przyjaciela na miejsce wiecznego spoczynku. Trumna natomiast jechała na wozie strażackim. Kondukt liczył kilkaset metrów i towarzyszyło mu wycie syren.
Strażaka pożegnał również wojewoda Krzysztof Klęczar oraz przedstawiciel kancelarii Prezydenta RP.
/14
Bogdan Ulman, naczelnik OSP w Trąbkach i były sołtys, zginął w wieku 35 lat w drodze na akcję ratowniczą.
/14
Rafał Klimkiewicz / Edytor
Na pogrzebie w Łazanach zebrały się tłumy mieszkańców, strażaków i przedstawicieli władz, by oddać mu hołd.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl




