W tle deklaracji Donalda Trumpa i napięć między USA, Rosją i Europą kryje się bardziej złożona strategia. Według eksperta NATO Ameryka nie porzuca Ukrainy, lecz redefiniuje swoją rolę – ograniczając bezpośrednie zaangażowanie i przerzucając odpowiedzialność na Europę. To Europa ma teraz udowodnić, czy jest w stanie utrzymać presję na Rosję.
Trump odwraca się od Ukrainy? Ekspert NATO ujawnia kulisy gry USA i plan, który może zmienić wszystko
Oświadczenie Donalda Trumpa, że zakończy wojnę na Ukrainie w ciągu 24 godzin po swojej reelekcji, przejdzie do historii – podobnie jak wypowiedź ministra spraw zagranicznych Luksemburga Jacques’a Poosa z 1991 r., że wysiłki Europejczyków zmierzające do osiągnięcia pokoju na Bałkanach oznaczają “godzinę Europy, nie godzinę Amerykanów”. W obu przypadkach przechwałki były próbą ukrycia bezradności.
Jednak w jednym kluczowym aspekcie te dwie sprawy znacząco się różnią. Powstrzymanie konfliktów związanych z rozpadem Jugosławii ostatecznie zakończyło się sukcesem, ponieważ Europejczycy szybko uznali swój błąd i od tego czasu ściśle współpracowali z Waszyngtonem. Natomiast w przypadku Ukrainy Ameryka rości sobie prawo do roli mediatora wyłącznie dla siebie. Europejczycy są jedynie statystami, na których Waszyngton przerzucił ciężar wspierania Ukrainy, ale którym nie wolno zasiadać przy stole negocjacyjnym. Ten “podział pracy” byłby akceptowalny, gdyby można było odnieść wrażenie, że Trump – mając Pokojową Nagrodę Nobla na celowniku – rzeczywiście prowadzi poważne negocjacje. Jednak jak dotąd nic na to nie wskazuje.
Powodem wahania Trumpa nie jest jego poparcie dla rosyjskiej interpretacji wydarzeń. Nie wynika ono również z obsesji Trumpa na punkcie zawierania korzystnych ekonomicznie “umów” z Rosją. Nawet plotka, że Putin ma kompromitujące materiały na temat Trumpa, nie wyjaśnia, dlaczego Ameryka wydaje się prowadzić negocjacje bez większego pośpiechu.
Prawdziwy powód, dla którego Trump odmawia bardziej stanowczego wsparcia swoim negocjatorom, jest równie banalny, co niepokojący: Trump absolutnie nie interesuje się Ukrainą. Według Trumpa Ameryka jest “tysiące mil od wojny na Ukrainie, oddzielona gigantycznym oceanem”. Taka narracja nie wywiera presji na Rosję, by zgodziła się na rozwiązanie korzystne dla Ukrainy.
Nadzieja Putina na manipulowanie Trumpem została udaremniona
Jednocześnie upór, z jakim Rosja trzyma się swojego kursu wojennego, sprawia, że łatwo zapomnieć, iż sytuacja w kraju dramatycznie się pogorszyła – i to nie tylko za sprawą Donalda Trumpa. Nadzieja Putina na manipulowanie Trumpem została udaremniona. Wysiłki na rzecz normalizacji stosunków dwustronnych ze Stanami Zjednoczonymi utknęły w martwym punkcie, propozycja Putina dotycząca przedłużenia traktatu o kontroli zbrojeń nuklearnych START pozostała bez odpowiedzi, a nawet spotkanie Trumpa z Putinem na Alasce, postrzegane przez wielu obserwatorów jako żenująca szarada, nie przyniosło żadnego postępu.
Co więcej, poprzez ataki na Iran, porwanie prezydenta Wenezueli Maduro, rosnącą presję na Kubę i poparcie dla Izraela w walce z Hamasem, Trump zadał potężny cios globalnym ambicjom Rosji. Amerykańska mediacja w procesie pokojowym między Armenią a Azerbejdżanem – na rosyjskim „podwórku” – była kolejną zniewagą dla Putina. Trump nałożył sankcje na rosyjskie firmy naftowe, zajął tankowiec pływający pod rosyjską banderą i wywarł presję na Indie, aby przestały kupować rosyjską ropę. Skutek? Dochody Rosji z ropy załamały się. Nawet gwałtowny wzrost cen ropy spowodowany blokadą Cieśniny Ormuz, który skłonił Trumpa do tymczasowego zniesienia części restrykcji wobec rosyjskiej ropy, jest w najlepszym razie taktycznym, ale nie strategicznym sukcesem Moskwy.
Ale problemy Putina na tym się nie kończą. Prezydent Rosji zapewnił sobie miejsce w “Radzie Pokoju” Trumpa – ale po co? Trump jest jej dożywotnim przewodniczącym. Wątpliwe jest, czy Rosja wiele zyska, podważając znaczenie swojej stałej obecności w Radzie Bezpieczeństwa ONZ poprzez nową instytucję, która de facto stawia się w roli konkurenta Organizacji Narodów Zjednoczonych. Krótko mówiąc, Rosja może grać na zwłokę na Ukrainie, ale wszędzie indziej jej fasada mocarstwowości zaczyna się kruszyć.
Rosja nie jest w stanie wygrać wojny na wyniszczenie z Ukrainą
To prowadzi nas z powrotem do kwestii przyszłości Ukrainy. Ocenę, że Rosja nie jest w stanie wygrać wojny na wyniszczenie z Ukrainą, podziela obecnie większość zachodnich ekspertów wojskowych. W ciągu ostatnich dwóch lat rosyjskie zdobycze terytorialne były znikome, a towarzyszyły im ogromne straty w ludziach i sprzęcie. Tymczasem rosyjska gospodarka wojenna znajduje się pod coraz większą presją: produkcja spada, a wzrost gospodarczy wyraźnie hamuje.
Nie doprowadzi to do masowych protestów, ale publiczna krytyka częściowej mobilizacji jesienią 2022 roku pokazała Putinowi, że jego władza ma realne ograniczenia. Pomimo nacisków ze strony dowództwa wojskowego, jak dotąd unika on kolejnej mobilizacji na większą skalę. Rekrutując cywilów, udało mu się pozyskać wystarczającą liczbę żołnierzy, aby częściowo uzupełnić ogromne straty. Jednocześnie nawet dawni sojusznicy coraz częściej i otwarcie krytykują coraz bardziej beznadziejną strategię Kremla wobec Ukrainy.
Na to może pozwolić sobie Putin, a na co Trump
Czy Putin może sobie pozwolić na pozostanie główną przeszkodą w zakończeniu wojny, w którą coraz większa liczba Rosjan – choć po cichu – zaczyna wątpić? I czy Trump może sobie pozwolić na zniechęcenie części swoich wyborców poprzez porzucenie Ukrainy – nawet jeśli jest zasadniczo obojętny wobec tej sytuacji? Każdy, kto odpowie “nie” na oba pytania, zrozumie, dlaczego Stany Zjednoczone trzymają się swojej strategii przekonywania zmęczonych przeciwników do ustąpienia.
Obie strony mogłyby kontynuować walkę jeszcze przez długi czas. Ale dla Ukrainy chodzi o jej przetrwanie jako wolnego narodu; dla Rosji – co najwyżej o przetrwanie mitu “rosyjskiego świata”, do którego chce ona zepchnąć Ukrainę. To sugeruje, że zostanie znalezione rozwiązanie, w którym Ukraina wyjdzie z konfliktu jako funkcjonujące państwo, nawet jeśli będzie to wiązało się z ustępstwami terytorialnymi.
Dla Europejczyków oznacza to konieczność nieustannego wspierania Ukrainy. Putin musi zdać sobie sprawę, że nawet najmniejsze zyski terytorialne można osiągnąć jedynie ogromnym kosztem. Tylko wtedy amerykański zespół negocjacyjny będzie miał realną szansę na sukces. Mimo że w sojuszu transatlantyckim panuje obecnie wiele napięć, Ameryka i Europa mogą osiągnąć swój cel, jakim jest pokój na Ukrainie, wyłącznie wspólnie.
Artykuł powstał na podstawie tłumaczenia tekstu z serwisu Bild.de. Jego autorem jest Michael Rühle, który pracował przez ponad 30 lat w Międzynarodowym Sekretariacie NATO.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









