Home International Zagadka 50 metrów. Szef płetwonurków o odnalezieniu ciała w Wiśle. “Cudów nie...

Zagadka 50 metrów. Szef płetwonurków o odnalezieniu ciała w Wiśle. “Cudów nie ma”

0
1

Chociaż tożsamość zmarłej osoby wciąż ustala policja, odnalezienie ciała w rzekomo dokładnie przeszukanym rejonie wywołało konsternację. Zwłoki na powierzchni wody wypatrzył nurek współpracujący z Danielem Dymińskim. Dlaczego wcześniejsze grupy zawiodły? Biegły hydrolog wskazuje na brak doświadczenia poprzedników.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Oświadczenie o wykluczeniu rzeki to “objaw szaleństwa”

Zwłoki młodej kobiety wyłowiono we wtorek z Wisły, kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym 13-letnia Roksana była widziana po raz ostatni. Odkrycie budzi kontrowersje, ponieważ niedawno prywatny detektyw zaangażowany w sprawę nastolatki informował o rygorystycznym sprawdzeniu rzeki za pomocą własnego sprzętu. Na tej podstawie wykluczono trop wodny.

Szef Grupy Specjalnej Płetwonurków RP wprost ocenia działania poprzedników. Maciej Rokus jest jedynym w Polsce biegłym zajmującym się eksperymentami procesowymi wykazującymi, jak dochodzi do śmierci w wodzie.

— Z takimi opiniami nigdy nie mogę się zgodzić — zaznacza stanowczo Rokus w rozmowie z “Faktem”. Odnosząc się do publicznych deklaracji o wykluczeniu Wisły z obszaru poszukiwań Roksany, dodaje: — Żeby wydać takie oświadczenie… dla mnie to objaw szaleństwa.

Jak zaznacza ekspert, stawianie podobnych pewników przy poszukiwaniach rzecznych to krok “dalece nieprofesjonalny”.

Niewłaściwa interpretacja czy brak należytej staranności?

Wisła to skomplikowany i pełen naturalnych pułapek akwen. Sam odczyt z urządzeń technicznych nie wystarczy, jeśli operator nie potrafi ich właściwie zinterpretować. Rokus zauważa, że to wyjątkowo trudne środowisko, a rzeka ma “mnóstwo trudnych miejsc, gdzie ciało mogłoby się zatrzymać”. Tłumacząc powody, dla których poprzednia grupa posługująca się sonarami pominęła obszar, w którym znaleziono ciało prawdopodobnie należące do Roksany, biegły wytyka braki warsztatowe.

— Musiały to badać osoby, które nie mają takiego doświadczenia hydrograficznego — wskazuje jednoznacznie Maciej Rokus.

Dodaje, że przy brakach w tej materii poszukiwacze “mogą zawsze coś pominąć”, a powodem pomyłki była zapewne “niewłaściwa interpretacja albo badanie nie było wykonane z należytą starannością”. Szef płetwonurków przypomina, że rzeczne dno “nie jest posprzątanym fragmentem” i że kryją się tam pnie oraz głazy, a obiekty “leżą na sobie jak bierki do gry”.

“Cudów nie ma”. Zwłoki wleczone po lodowatym dnie

Fakt, że zwłoki wydobyto tak blisko miejsca, z którego 13-letnia Roksana mogła wpaść do wody, wywołał falę domysłów. Pojawiły się teorie sugerujące, że ktoś podrzucił tam ciało. — Cudów na świecie nie ma i o tym możemy zapomnieć — ripostuje krótko szef płetwonurków.

Zaznacza, że odległość oceniana z perspektywy brzegu wygląda zupełnie inaczej w ujęciu hydrologicznym. — 50 metrów to jest konkretna odległość. To są dwa baseny pływackie — precyzuje ekspert w wywiadzie dla “Faktu”.

Rozwiewa także wątpliwości dotyczące długotrwałego zachowania ludzkich szczątków pod wodą. — Ciało ludzkie po utonięciu opada oczywiście na dno, szczególnie o tej porze roku, i jest wleczone po dnie siłą nurtu do momentu, aż jego pływalność zmieni się z ujemnej na dodatnią — tłumaczy biegły, opisując powolną i ukrytą drogę, jaką pokonuje ciało.

Znaleziono rzeczy zaginionej Roksany. Upór Daniela Dymińskiego

Wyłowiona kobieta wciąż nie została oficjalnie zidentyfikowana przez policję. Jak jednak przekazał “Faktowi” uczestniczący w akcji Daniel Dymiński, przy ciele znaleziono telefon, dokumenty oraz kartę, które miały należeć do zaginionej niedawno 13-letniej Roksany.

Sprawę natychmiast przejął prokurator, a technicy kryminalistyki zweryfikują zebrane dowody. Ciało na powierzchni wody wypatrzył nurek, który tego dnia prowadził poszukiwania wspólnie z ojcem Krzysztofa, który zaginął w ubiegłym roku.

Maciej Rokus z ogromnym uznaniem wypowiada się o pracy Dymińskiego, który mimo własnego dramatu aktywnie pomaga innym rodzinom. — Danielowi pomogłem uczyć się od zera, jak szukać — wspomina szef Grupy Płetwonurków RP.

Ekspert docenia też jego tytaniczny upór w niesieniu bezinteresownej pomocy na wodzie.

Pracuje i się w tym spełnia, tak że ja go bardzo podziwiam

— podsumowuje specjalista.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl